Carpathian Cup Open 2010

by Skomentuj »

Mój wyjazd na żeglowanie w przestrzeni nad ukraińskimi połoninami (Borzhava) nie przypadkowo zawsze łączył się z terminem otwartych zawodów paralotniowych lokalnie nazywanych „Кубок Карпат”. Co prawda nigdy w nich nie wystartowałem, ale właśnie podczas tych zawodów każdy może liczyć na zabezpieczenie medyczne, organizację ewentualnych akcji ratowniczych, organizację wyjazdów na startowiska i zwózki z trasy, imprezy plenerowe i co najważniejsze niepowtarzalny klimat zawodów w których pogoń na punktami wydaje się tylko dodatkiem do tej imprezy. Od dwóch lat bazą zawodów jest miejscowość Pylypec co bardzo odmieniło oblicze tych zmagań. Po pierwsze jest tam wyciąg krzesełkowy którym można dostać się ze sprzętem prawie na miejsce startu (jeśli wieje od południa i tak trzeba podejść kilkaset metrów na drugą stronę połoniny). Po drugie baza noclegowa i warunki sanitarne są o niebo lepsze od tych panujących w turbazie „Dumka”. Po trzecie jest kawiarnia gdzie można zjeść i napić się chłodnego mleka 😉

Jak rybki w akwarium. Start ze szczytu Gimba na który trzeba podejść kilkaset metrów od stacji wyciągu krzesełkowego. Podejście bardzo łatwe, można nawet wjechać samochodem terenowym. W przeciwieństwie do naszych połonin te ukraińskie są zupełnie otwarte – można na nie wjechać samochodem lub quadem, zbierać jagody, rozbić namiot, zapalić ognisko …

Pogoda dopisała i wszystkie osiem dni było lotne. Latanie nad ukraińskimi połoninami jest bardzo specyficzne i nie należy do łatwych. Poszukiwanie noszeń nad ‚grzebieniami’ w każdej chwili może zakończyć się ‚utopieniem’ w przygodnym terenie z którego powrót do cywilizacji może zająć kilka godzin a sprzęt na plecach o wadze około 25kg powoduje, że serce ma nad czym pracować  :p
Wykręcanie podstawy. Na Borzhavie latanie jest bardzo specyficzne i dość trudne, noszenia słabe i pourywane, wykręcenie podstawy czasem stanowi nie małe wyzwanie  🙂

Drabina do nieba.

Borzhava widziana z poziomu podstawy chmur – w tym dniu około 2100m nad poziomem morza. Zdjęcie zrobiłem w trakcie przelotu do miejscowości Mizhhiria (28,6 km ze startu na Gimba).

Na miejsce startu wyruszaliśmy już o godzinie 9:00 rano (8 naszego czasu!). O tej porze w dolinach bardzo często zalegała jeszcze mgła. Z trasy wracałem stopem lub transportem przygotowanym przez organizatora zawodów. Miejscowi zazwyczaj sami oferowali pomoc w dotarciu do celu jednak na koniec podawali również wycenę tej pomocy – najczęściej 10-20 hrywien.
Na szczycie góry Gimba można było zaobserwować ogromne ilości małych motylków (włochate, ‚barwiące’ na żółto i z upodobaniem lgnące do ludzi).

Zbiorowa fotka z uczestnikami Carpathian Cup Open 2010 (duża! chwilkę może się ładować).

Najkorzystniejsze warunki do startu pojawiały się stosunkowo wcześnie. Po południu prawie każdego dnia nawiedzał nas Cb-ek.

Startowałem gdy większość skrzydeł była już w powietrzu – fotki, fotki, fotki – nie mogłem przegapić takiej okazji 8)

Loty tandemowe cieszyły się dużą popularnością, piloci mieli pełne ręce roboty.

Podsumowując nowe miejsce ma bardzo duży potencjał i stanowi doskonałą alternatywę dla wyjazdów na południe Europy. Jest blisko, tanio, egzotycznie a odpycha jedynie ukraińska biurokracja (kolejki na granicy i nadawanie rangi wagi państwowej dla byle świstka papieru!).
Ślady wszystkich moich lotów można zobaczyć w systemie XCC (wstawiłem nawet te kilkukilometrowe). Cała galeria z wyjazdu znajduje się również w systemie Picasa Web Albums. Kolejny wyjazd prawdopodobnie już w sierpniu (zamiast wyprawy na Kobarid).

Skomentuj